Co to jest sztuka?

Przeglądając Dziennik Witolda Gombrowicza, natknąłem się na wpis, w którym tłumaczy on czym jest sztuka. Jest tam kilka wspaniałych i oświecających fragmentów. Oto one:

Sztuka jest arystokratyczna do szpiku kości, jak książę krwi. Jest zaprzeczeniem równości i uwielbieniem wyższości. Jest sprawą talentu, czy nawet geniuszu, czyli nadrzędności, wybitności, jedyności, jest także surowym hierarchizowaniem wartości, okrucieństwem w stosunku do tego co pospolite, wybieraniem i doskonaleniem tego co rzadkie, niezastąpione, jest wreszcie pielęgnowaniem osobowości, oryginalności, indywidualności. 

I dalej:

Siła sztuki, jej nieustępliwość, jej wiecznotrwałość wciąż odżywająca pochodzi stąd, że nią wypowiada się indywiduum. Człowiek. Człowiek pojedynczy. […] [Sztuka] to bowiem jest własność prywatna, najbardziej prywatna jaką kiedykolwiek człowiek sobie sprawił. Sztuka jest tak bardzo osobista, że każdy artysta zaczyna ją właściwie od początku – i każdy ją robi w sobie, dla siebie – jest wyładowaniem jednej egzystencji, jednego losu, osobnego świata. W skutkach swoich, w mechanizmach swego oddziaływania – społeczna, w poczęciu swoim i duchu – indywidualna, osobna, konkretna, jedyna.

Dlaczego jestem ateistą?

Ateizm dla wielu osób stanowi radykalny światopogląd. Bezbożny, skazany na potępienie. W moim odczuciu ateizm nie jest wcale radykalny, ale – wręcz przeciwnie – jest bardzo bliski światopoglądowi ludzi wierzących.

Ludzie wierzący wyznają jedną z wielu religii – chrześcijaństwo, islam, judaizm, taoizm, buddyzm, hinduizm. Jeżeli sięgnąć wstecz – wierzenia starożytnych Egipcjan, Greków i Majów. To tylko, krótka lista. Religii w ciągu wieków było tysiące. Dlatego właśnie, że wierzą w jedną z nich, ludzie wierzący muszą odrzucać resztę – religie są ze sobą niekompatybilne. Nie sposób pogodzić wiary w Zeusa, z wiarą w Jezusa albo akceptować nauki Buddy i Mahometa jednocześnie. Zatem człowiek wierzący zakłada, że jego religia jest jedyną prawdziwą, a cała reszta jest nieprawdziwa. Lub inaczej, myśli on, że: Ja i ludzie mi podobni mamy rację, a inni ludzie się mylą. Tego rodzaju opinia nie bazuje oczywiście na żadnych dowodach. Jest tylko mniemaniem.

Jako ateista różnie się od ludzi wierzących tym, że nie twierdzę, że to wszyscy inni ludzie się mylą, a ja mam rację. Ja po prostu uważam, że wszyscy ludzie wierzący się mylą w kwestii religii. Jest to jak uważam, jedyna rozsądna konkluzja w opisanej sytuacji.

Oto uzasadnienie: Jeżeli nawet założymy, że istnieje jedna słuszna religia – trzeba założyć, że reszta tj. kilka miliardów ludzi wierzących w inne religie się myli. Zatem zakładając lub nie prawdziwość jakiejś religii, trzeba dojść do wniosku, że ludzie mają tendencję do wiary w nieprawdziwe religie, w fałsz. Stąd już pozostaje tylko krok do stwierdzenia, że to jednak wszyscy podlegają tej samej tendencji i wszyscy się mylą, jako, że nie sposób rozstrzygnąć w obiektywny sposób, która z nich jest tą prawdziwą.

Ponadto wiele z religii, jest zawstydzająca pod względem intelektualnym. Zamężne dziwice rodzące zdrowe dzieci (chrześcijaństwo), ludzie latający do nieba na koniu (islam), starcy rzucający gromami (mitologia grecka), bogowie zlecający swojemu ludowi ludobójstwo innych plemion (judaizm) to tylko kilka z tysięcy dostępnych przykładów.

Trzeba jednak zrozumieć, że powyższe argumenty służyć mogą tylko garstce ludzi, którzy biorą racjonalne myślenie na poważnie. Reszta społeczeństwa, czyli jego lwia część, wyznaje religie ze względów emocjonalnych. Sprawia, że czują się oni trochę bardziej komfortowo w świecie i to tylko się dla nich liczy – racjonalne myślenie, argumenty i podejście naukowe wyrzucają do kosza, bo stoją im na drodze.

Dlaczego buddyzm jest sprzeczny z wiedzą naukową?

Czesław Miłosz zapisał kiedyś takie zdanie: To, że w buddyzmie nie istnieje pojęcie Boga osobowego, wydaje mi się najbardziej atrakcyjne. To znaczy, można wyznawać światopogląd naukowy i jednocześnie być buddystą.

Zupełnie nie zgadzam się z tą opinią. Buddyzm, w mojej opinii, jest ideologią sprzeczną z wiedzą naukową.

W skrócie doktryna buddyjska przedstawia się następująco: 1) Człowiek podlega reinkarnacji tj. po śmierci, odradza się ponownie i następnie znowu umiera. Tutaj proces się zapętla i trwa wiecznie. 2) Nieskończona ilość żyć, z których każde nieuchronnie wiąże się z cierpieniem, oznacza nieskończoną ilość cierpienia dla każdego człowieka. 3) Powodem dla którego reinkarnujemy jest pożądanie. Poprzez to, że pożądamy życia, ponownie się odradzamy. 4) Wyzwolenie się z cierpienia, wymaga porzucenia pożądania. W ten sposób reinkarnacja dla podmiotu przestaje działać. Życie w którym udało się wyzwolić z pożądania jest dla danego człowieka ostatnim.

Problem w tym rozumowaniu pojawia się już w punkcie 1, na samym jego początku. Otóż współczesna nauka w żadnym stopniu nie wspiera teorii reinkarnacji. Nie ma na nią żadnych naukowych dowodów. Ponadto trudno jest nawet wyobrazić sobie teorię, któraby była w stanie pogodzić reinkarnację z teorią ewolucji. To połączenie rodzi wiele problemów, jak np. skąd wzięły się istoty podlegające reinkarnacji, jeszcze przed zaistnieniem życia? Buddyzm przypomina solidną konstrukcję, stojącą na słabych fundamentach. Jeżeli odrzucić reinkarnację, reszta doktryny (wyjaśniona w ostatnich trzech punktach) traci swój sens.

Jestem pewien, że czytając to wielu buddystów przyjęło reakcję obronną. Wydaje się, że atakuje ich religię. Jednak powinni się cieszyć z tego co tu piszę. Otóż Budda nauczał, że trzeba poświęcić życie aby wyzwolić się z pożądania i wówczas łańcuch narodzin zostaje przerwany. Wymaga to wiele poświęceń, wysiłku, a nawet wówczas jest to bardzo trudne. Z kolei nauka mówi – kiedy człowiek umiera, jest to jego koniec. Nie ma czegoś takiego jak reinkarnacja. Zatem cel buddyzmu, w postaci braku ponownych narodzin, zostaje osiągnięty bez wysiłku, przez każdego.Nie trzeba robić nic – wystarczy umrzeć.

Nie oznacza to również, że buddyzm w całości należy wyrzucić do kosza. Dla wielu, którzy się z nimi spotkali, buddyjskie techniki medytacyjne stanowią dużą wartość. I nie ma powodu, żeby przestać je stosować. Twierdzę jednak, że światopogląd buddyjski należy odrzucić, jako sprzeczny z nauką.